In vitro narzędziem szatana??
 
 

Foto


Nękany przez tygodnik rodzin katolickich „Źródło” raz po raz dostarczany do mojego biura wraz z demagogicznym listem, w którym autor domaga się ode mnie wstawiennictwa za „jedynie słuszną” metodą poczynania dzieci, a zdelegalizowania „metody szatańskiej” jaką jest in vitro, takie mnie naszły refleksje:

 - Miliony dzieci na całym świecie urodziły się w wyniku tej metody, najstarsze skończyło 35 lat, są więc one potencjalnie, od co najmniej kilkunastu lat, w obszarze zainteresowań katolicyzmu jako materiał na duchownych. W jaki sposób (i czy w ogóle) duchowni rekrutując młodych ludzi do stanu kapłańskiego (zakonnego) weryfikują sposób ich poczęcia? Jak sprawdzają czy w duch święty miał w tym swój udział, czy jedynie obrzydliwe szatańskie sposoby medyków i innych naukowców? Czy badają istnienie u kleryków słynnej „bruzdy” lub innych „upośledzeń”? I co, jeśli je znajdują??

Czy ktoś odważył się zbadać ilu wśród duchownych różnego szczebla  jest osób poczętych w wyniku  
in vitro? I co by się z nimi stało, gdyby  się okazało, ze tacy są (w kurii, w parafiach, może nawet
w Episkopacie lub w Watykanie)? Statystycznie wszak jest to prawdopodobne.

- Badania naukowe prowadzone przez te trzy dekady starają się w możliwie najbardziej obiektywny sposób przeanalizować ewentualne zagrożenia i choroby wynikające ze stosowania tej metody zapłodnienia. Zrecenzowanych badań nad tą metodą obecnie ponad 37 tysięcy. W tym analizy sprawdzające na przestrzeni kilkunastu lat zdrowie i kondycję dzieci urodzonych dzięki tej metodzie.  Wiemy z tych badań kilka ważnych rzeczy: że niepłodność jako choroba jest czynnikiem ryzyka. To logiczne: ludzie mający problemy z poczęciem mają mniej komfortową sytuację zdrowotną niż ludzie płodni. Niezależnie więc od tego, czy ich dzieci urodzą się dzięki in vitro, inseminacji czy w wyniku leczenia farmakologicznego bądź osławionej naprotechnologii, ryzyko okołoporodowe będzie w tej grupie nieco wyższe niż w grupie ludzi zdrowych. To jednak nie wpływ metody leczenia, a wpływ samej choroby. W podobnej sytuacji są ludzie chorzy na cukrzycę, epilepsję, nadciśnienie, choroby nerek, wątroby, serca itp. Tacy katolicy są w grupie ryzyka, ponieważ ich choroba ma wpływ na ogólną kondycję: może być im trudniej donosić ciążę, mogą wystąpić powikłania okołoporodowe.

-  Czyż Jan Paweł II (święty) nie pisał i nie mówił, że  "Troszcząc się o każde dziecko przychodzące na świat i otaczając je czułą i rzetelną opieką, Kościół wypełnia swoje podstawowe posłannictwo" (Watykan, 25 XII 1979), a „Każde dziecko przychodzące na świat jest "epitafią" Boga, jest darem życia, nadziei i miłości. (...) Modlę się za dzieci  - nienarodzone i narodzone - we wszystkich krajach świata: niech każde z nich zostanie przyjęte i otoczone miłością" (Autobiografia, 2002, s.156 - 157); "Miłość, o której mówię oznacza, że musisz kochać Boga w zamian za Jego miłość, a uczynisz to, kochając każde inne dziecko Boże na tej ziemi" (Castel Gandolfo, 1979)? Pisał, mówił, ale kościół katolicki, zwłaszcza polski i tak wie lepiej.

- Miliony par na całym świecie – także religijnych katolików – ma kłopot z poczęciem dziecka metoda naturalną. Brak dziecka jest dla całych rodzin wielką stratą i osobistym dramatem. Czy to znaczy, że mają z tym bólem i poczuciem wielkiej starty iść przez całe życie w imię miłości Boga? Czy to jest wyraz miłości i zrozumienia chrześcijańskiego?

Jeśli więc in vitro jest narzędziem szatana, to bardzo humanistyczny ten szatan. Bardziej, niż niejeden duchowny…

  
 

 
45-052 Opole, ul. Oleska 1/1-1c
tel. 77 402 11 82
e-mail: biuro@adamkepinski.pl

Witryna wykorzystuje ciasteczka (ang. cookies) w celach sesyjnych oraz statystycznych.
Więcej informacji w polityce prywatności.

 Realizacja: new4mat.com Sp. z o.o.
ADMINISTRACJA n4CMS