Polak za oceanem w Polsce panem
 
 

Foto

Polacy mieszkający za granicą mają prawo głosowania w wyborach prezydenckich i parlamentarnych odbywających się w Polsce.

Polacy przebywający na emigracji w wielu różnych krajach Europy, obu Ameryk i Australii mają prawo współdecydowania o losach Polski w wyborach – także najbliższych parlamentarnych. Polacy żyjący za granicą są też współwyborcami zaprzysiężonego 6 sierpnia Andrzeja Dudy.

Polacy, którzy wyemigrowali „za lepszym życiem” coraz częściej w nowych „ojczyznach” układają swoje życie osobiste i zawodowe. W Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Niemczech zakładają rodziny, pracują, kupują domy i mieszkania, posyłają swoje dzieci do przedszkoli i szkół. Bardzo często nie planują powrotu do Polski, bo to im się zwyczajnie nie opłaca. Dlaczego opłaca się im zabierać głos w wyborach w Polsce?

Zwłaszcza „stara” emigracja - amerykańska, australijska, kanadyjska, której członkowie często przez wiele lat nawet nie odwiedzają Polski, nie utrzymują kontaktu, w krajach emigracji mają pracę (emeryturę), tam wykształcili swoje dzieci i wychowują wnuki, tam płacą podatki, kupują dobra materialne, domy, mieszkania, pracują, zakładają biznesy, tam korzystają ze służby zdrowia, z ulg i przywilejów… dlaczego mają decydować kto będzie prezydentem dla Polaków mieszkających i płacących podatki w Polsce?

Dlaczego ktoś, kto dostaje zasiłki i dotacje za granicą, w innych, bogatszych krajach płaci podatki, korzysta ze służby zdrowia, kształci swoje dzieci, prowadzi gospodarstwa domowe ma decydować kto w Polsce uchwala wysokość płacy minimalnej, ulg na dzieci, nakłady na służbę zdrowia, szkołę i kościół?

Czy to w porządku, że Polacy w nowych „ojczyznach” swoje podatki płacą na państwo świeckie i liberalne, korzystają na co dzień z wolności i równości, z polityki prorodzinnej, tolerancyjnego państwa, ulg na dzieci i procedur antyprzemocowych, korzystają z przyzwoitej służby zdrowia i przyjaznych regulacji podatkowych, a głos oddają w Polsce, gdzie toczy się gra o ustalenia zamachowe w Smoleńsku, dyskryminację mniejszości seksualnych i narodowych, przewodnią rolę moralności katolickiej, przemoc rodzinną jako element tradycji, o całkowity zakaz aborcji, in vitro i związków partnerskich?

Czy nie uczciwiej byłoby głosować i decydować o kształcie państwa, wyłącznie tego, w którym się płaci podatki, korzysta ze świadczeń i wiedzie życie osobiste i społeczne?

Czy nie czas na postulat:  Żyję i głosuję tam gdzie płacę; płacę i głosuję tam gdzie żyję?  

  
 

 
45-052 Opole, ul. Oleska 1/1-1c
tel. 77 402 11 82
e-mail: biuro@adamkepinski.pl

Witryna wykorzystuje ciasteczka (ang. cookies) w celach sesyjnych oraz statystycznych.
Więcej informacji w polityce prywatności.

 Realizacja: new4mat.com Sp. z o.o.
ADMINISTRACJA n4CMS